SPORT

Kolarstwo szosowe – sport dla prawdziwych twardzieli

Od kiedy Polacy zaczęli zajmować wysokie pozycje w wyścigach kolarskich do kraju powróciła moda na kolarstwo szosowe. Tour de Pologne gromadzi tłumy nie tylko na mecie, ale na całej trasie, a ludzie chcą zobaczyć na żywo swoich idoli, zarówno tych rodzimych jak i zagranicznych.

Kolarstwo, czyli jazda na czas?

Pierwsze skojarzenie dla kogoś kto nigdy nie miał styczności z tym sportem to grupa kolarzy zmierzających jak najszybciej do mety, tak aby zająć pierwsze miejsce. I w zasadzie jest to prawda. Ale prawdą jest też fakt, że kolarstwo szosowe to tak naprawdę sport drużynowy. Zawodnicy wyruszają bowiem na trasę w teamach, gdzie zwykle wyróżnić możemy lidera, który ostatecznie ma przyjechać na metę jak najszybciej, oraz pozostałych członków ekipy, którzy mają za zadanie mu to ułatwić i umożliwić. Wszak trasa tylko jednego etapu wyścigu może liczyć ok. 200 km, a wyścig może składać się z kilkunastu takich etapów. Niemożliwym więc byłoby jechać cały czas z maksymalną prędkością i być ciągle w czołówce na każdym etapie. Samo przebycie takiego wyścigu, a potem kilku kolejnych w sezonie jest dużym wysiłkiem dla całego orgaznimu.

Krew, pot i łzy

Jednym z największych utrudnień jakie może spotkać kolarza na trasie wyścigu jest tzw. kraksa. Niestety może się zdarzyć, że jeden czy kilku kolarzy zaliczą upadek na drodze, przy takich prędkościach wystarczy jakaś dziwna nierówność lub zahaczenie się kierownicą. Prędkość powoduje też, że zwykle wpadają na nich kolejni zawodnicy. Takie upadki mogą być niegroźne i wiązać się jedynie z koniecznością podmiany roweru, ale mogą też wykluczyć dalszy udział w zawodach, a nawet mogą być śmiertelne.

Jeżeli kolarz czuje się na siłach jechać dalej, to zostaje opatrzony przez medyków ze swojego teamu i nierzadko zdarza się, że dalszą drogę pokonuje w podartym stroju, z pozdzieraną skórą na rękach lub nogach i wieloma śladami krwi. Rzecz absolutnie nie do pomyślenia w innych sportach. Nawet w boksie przecież wszelkie ślady krwi powinny zostać dokładnie wytarte, a o piłce nożnej i wynoszeniu piłkarzy na noszach po każdym upadku nie ma co wspominać. W kolarstwie szosowym były już przypadki, że dopiero na mecie okazywało się, że ktoś miał zwichniętą kostkę lub nadgarstek, ale w przypływie adrenaliny nie był w stanie wcześniej tego odczuć i ukończył wyścig.

Czy kolarstwo szosowe to sport dla prawdziwych twardzieli? Wydaje się, że tak. Nie ma tu miejsca na narzekanie i przyklejanie plasterków na stłuczone kolano. Niektórzy twierdzą wręcz, że to jeden z bardziej brutalnych sportów, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka.

0 Komentarze
Dbamy o Twoją prywatność. Pamiętaj, że pisząc komentarz pozostawiasz swoje dane osobowe. Szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych, które przekazujesz podczas pozostawiania komentarza, znajdziesz w polityce prywatności.

Zostaw komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką.*